• Nie bądź taka zero-jedynkowa. I nie oddawaj w pacht klechom duchowości, bo stajesz sie ich sojusznikiem, tak jak Macierewicz nie zdając sobie sprawy jest sojusznikiem Putina. Jeden z największych lękow człowieka, może największy, to lęk przed sobą, także w drugim człowieku.

    Podobny obraz

    Nasza głębia osobowia kryje w sobie zwierzę, takie samo jak małpa, pies, świnia i tak dalej. Kryje w sobie wszelkie złe doznania z dzieciństwa, zepchnięte na dno psyche, wyparte i zabetonowane. Kryje w sobie furie i lęki, wścielkłości i wszelkie blokady. Gdy się czasem uwolni, nie poznajemy siebie, jesteśmy sobą przerażeni i podobnie jest gdy jesteśmy świadkami cudzej manifestacji tego rodzaju.

    Do dzisiaj, a potrwa to jeszcze długo, na wszelką głębię i odmienność reagujemy lękiem albo potępieniem, krzycząc: wariat! Ten, którego nie rozumiemy, to zaraz wariat, chory psychicznie. A choroby psychiczne wywołują w nas przerażenie. nasz świadomy umysł nie chce się przyznać do istnienia świata głębszego, boimy się, że to zakaźne, że sami możemy popaść w tak coś przerażającego. Takie osoby, patrząc na to historycznie, zawsze były odseparowywane od innych (co nota bene czyniło poprawę wręcz niemożliwą, a pogorszenie stanu wręcz pewnym), oraz – nierzadko – ekstermincję.

    Wielkim wrogiem poznania siebie jest chrześcijaństwo. Ono się wypiera istnienia głębi psychologicznej, potępiało od zarania psychologię, a psychologia głębi, badająca te najniżej położone warstwy nas samych, budzi w wśród kler przerażenie połączone z wściełkłym potępieniem.

    Poza powyższymi powodami, jest i taki, też fundamentalny, że psychologia głębi dezawuuje pojęcie człowieka jakie wypracowała religia. A jest to pojęcie sprzeczne z autentycznością naszego głębokiego ja.

    Skutek jest tragiczny: chrześcijaństwo zawzięcie  klimatyzacja do domu głosi to, co nazywa dobrem i zawzięcie uniemożliwia jego realizację. Zawzięcie,panicznie głosi „pokój” i równie automatycznie mu sie sprzeciwia, ponosząc nieustanne klęski. Jest to nie do przezwyciężenia, ponieważ religia i jej bozia kłóci się z ludzkim autentyzmem.

    Duchowośc posiada również ateista, który jest wrażliwy na piękno np. przyrody, muzyki, poezji itp. To wszystko co wykracza poza czysty intelekt.Czego nie posiada komputer, ktory intelektualnie może pokonac w szachy człowieka, nie posiadając tej duchowości. Bez tej duchowosci nie jesteś w stanie zrozumieć Szekspira, słuchać Bacha, zrozumieć szalonych i cudownych wierszy np.Gałczyńskiego. Na prawdę obok ciała i intelektu jest jeszcze ta trzecia „władza” w człowieku zwana duchowością. I nie ma to nic wspólnego z zafałszowaną przez religię podróbką duchowości. Nie oddawaj klechom tego, co jest tak ważne w życiu człowieka, bo oni tylko na to czekają, żeby mówić: „no widzicie, ateista to człowiek bez wrażliwości , pozbawiony zmysłu piękna, wzniosłości, to taka maszyna a nie człowiek.”


    votre commentaire
  • A jakby podany tu problem bullyingu i mobingu , który zapodała rozważyć szerzej ? Czy to, co wyprawia mały gnom czyli wielki wuc Kaczo, nie naświetla najlepiej tego procederu ? Przecież to, co ten człowieczek stosuje w stosunku do Maliniaka, czy tej co wyszła z worka i pozostałych pisiorków, to typowy bullying, czyli mówiąc po polsku zwykłe gnojenie. Największym nieszczęściem tego bullingowca jest to, że najbardziej przez niego znienawidzony Tusk umknął spod jego bullyimgowej władzy i skrył się poza jej zasięgiem w Europie. Natomiast stado bullyingowane przez skrzeczące zwierzątko, odbija to sobie na na normalnych Polakach mobingując ich. Szefową mam typu „dziurki nie zrobi a z jajka uleje” czyli w białych rękawiczkach i z uśmiechem.

    Zawsze możesz się umówić z szefową na całonocną popijawę i wytłumaczyć jej że rani Twoje uczucia. Ona pewnie nie jest duchowo rozwinięta.

    Zanim zostanę zmobowana, dodam, że moja bliska koleżanka lekarka w Polsce była gnojona przez swą szefową, która nawet groziła jej niedopuszczeniem do specjalizacji. Musiała zacisnąć zęby i przeczekać ale kosztowało ją to duże zdrowia.

    W Belgii pewnie łatwiej i pracy jest dużo. Może nie warto się męczyć. Nie, nie mogę się zgodzić na taki trójpodział. To tradycyjny scholastyczny model, który w praktyce po prostu nie istnieje. „Umysł” i „ciało” tworzą konglomerat, bo umysł jest funkcją ciała i poza ciałem nie ma racji bytu. Pisał o tym np. Antonio Damasio. Z kolei „dusza” to wydumane pojęcie z dziedziny religii.

    Zahaczasz o New Age, przynajmniej w sferze terminologii. A ja nadal nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi z tą „duchowością”. Bo Lewy w swoim felietonie chyba jednak pisał o czym innym. Mam wrażenie, że chodziło mu głównie o emocje, chociaż to też nie jest zbyt precyzyjne określenie. Zresztą może Lewy sam się wypowie. W każdym razie „duchowość” to chyba nie jest to. Uporządkowanie własnej sfery emocjonalnej? Kontrola emocji? Informowanie innych o własnych odczuciach? O to chodzi?

    Gaala Twój wpis dostarczył jeszcze jednego klucza do zrozumienia tego co się obecnie w Polsce dzieje; to totalny bullying i totalny mobing.


    votre commentaire
  • Zupełnie inaczej mają się sprawy z rozwojem duchowym, którego stan okresliłabym jako bliski analfabetyzmowi. Zdumiewająco wielu ludzi i to niezależnie od poziomu wykształcenia i stopnia inteligencji posługuje się prostymi, żeby nie powiedzieć prostackimi kryteriami podziału na dobro i zło: moje (rasa, narodowość, kultura, religia, system wartości, uczucia, gusty, poglądy wreszcie) jest dobre, wszystko inne zasługuje na lekceważenie, odrzucenie albo zwalczanie jako złe i obce.Ze względu na precyzję wolałabym oddzielić bullying od mobbingu, bo są to zupełnie odmienne problemy (na co kilka osób zwróciło już chyba uwagę). Wredny szef to zwykły bullying, może być dotkliwy i grozić utratą pracy, ale psychicznie nie jest aż tak wykańczający jeśli delikwent ma wsparcie u innych pracowników (nawet ciche) lub rodziny. Mobbing od słowa mob – tłum, tłuszcza, to jest gnojenie przez otoczenie, współpracowników, sąsiadów, uczniów, które sprawia że człowiek czuje się osaczony jak zwierzę i czasem kończy się depresją a nawet samobójstwem. Nawet przykład podany przez autorkę to bullying. Nie lekceważę go, ale łatwiej dotrzeć do ludzi i powiedzieć szef jest be i nagi i to co robi jest brzydkie, niż przeciwstawić się mobbingowi. Pracowałam przed laty jako kelnerka w bardzo dobrej restauracji; szef był bardzo wymagającym pedantem. Nagle, nie wiadomo dlaczego, popadłam w niełaskę i krytykowana ze wszystkich stron, wkrótce nie byłam w stanie przyjąć bezbłędnie prostego zamówienia. Musiałam odejść, wolałam nie czekać na załamanie nerwowe. Pół roku później wróciłam i od razu sprowokowałam trwajacą całą prawie noc rozmowę z wszechwładnym szefem przy dużej ilosci wina, podczas której szczerze powiedziałam mu o wszystkim, co od dawna leżało mi na sercu. Dowiedział się, że w czasie poprzedzającym moje odejście krytyka odczuwana jako szykany stopniowo odbierała mi wiarę we własne możliwości, aż w końcu większość mojej energii psychicznej pochłaniały wściekłość i poczucie krzywdy – uczucia odbierające sen, apetyt i wszelką przyjemność z pracy. Moje myśli krążyły obsesyjnie wokół jednego: za wszelką cenę pracować bezbłędnie, nie dawać okazji do szyderstw i zjadliwych uwag. Niestety, efekty okazały się dokładnie odwrotne od zamierzonych. Mimo – czy może właśnie z powodu potężnej presji, która sama sobie narzuciłam, byłam bezsilna, w końcu nie widziałam innej alternatywy jak odejście. Poczułam się pokonana, choć wtedy rok życia oddałabym za sposób na opanowanie nerwów i przezwyciężenie wewnętrznego impasu uniemożliwiającego koncentrację. Ta niełatwa na początku rozmowa okazała się przełomem. Pamiętam, że słuchał z pełną niedowierzania uwagą kompletnie zaskoczony moimi słowami. Nad ranem zmienił o mnie opinię uznając, że jestem w porządku. Pracowałam tam później jeszcze przez pięć lat z najlepszym szefem, jakiego można sobie wyobrazić. Wobec innych pozostał sobą, nadal budząc postrach, ale dla mnie stał się odtąd wyrozumiały i dobry, przestał karać za błędy (które zresztą zdarzały się coraz rzadziej) swoimi typowymi zwalającymi z nóg uwagami. Tylko raz w życiu udało mi się zmienić wrednego szefa w ideał.

    Znalezione obrazy dla zapytania mobbing przykłady

    W przypadku mobbingu prostego   klimatyzacja Ursynów jest łatwiej. Czasem wystarczy rzucona na luzie uwaga, jak w przypadku koleżanki mającej w zwyczaju krytykować wszystko i wszystkich. Z niewinną miną powiedziałam z uśmiechem: możesz to widzieć pozytywnie, im gorsi są inni, tym lepiej wypadasz na ich tle. Odpowiedzią był pąsowy rumieniec i dwa sztylety w spojrzeniu. Przez wiele lat bałam sie panicznie zjadliwych werbalnych napaści. Zwykle reagowałam zgodnie z powszechnie obowiązującym wzorcem postępowania, nakazującym odpłacać pięknym za nadobne. Dziś uważam, że atak jest najlepszą formą obrony tylko wtedy, kiedy zależy nam na wojnie – gwarancja powodzenia jest niemal stuprocentowa. Zauważyłam przy okazji, że w praktyce najczęściej stosowany jest zmodyfikowany nieco kodeks Hammurabiego: za jedno oko nalepiej obydwa, za jeden ząb – wszystkie. Zeby raz na zawsze dać nauczkę!

    Ta metoda prowadzi jednak tylko do eskalacji przemocy, nie sprawdza się rownież „przełykanie” przykrości, bo brak reakcji prowokuje do zuchwałości.

    W przeszłości często popełniałam ten błąd, miesiącami potrafiłam ze strachu przed konsekwencjami tłumić gniew i poczucie krzywdy. Aż dotarło do mnie wreszcie, że ta droga prowadzi nieuchronnie do katastrofy, bo w końcu kiedyś miarka się przebierała i dochodziło do gwałtownego wybuchu z mojej strony, po którym nie był już możliwy żaden kompromis. Zdecydowałam się więc diametralnie zmienić swoje zachowanie zaczęłam reagować natychmiast, kiedy poczułam się źle traktowana.

    Nie atak, nie nadstawianie drugiego policzka, lecz po prostu mówienie prawdy o własnych odczuciach jest najskuteczniejszą – moim zdaniem – formą obrony.

    Tylko jasno i konkretnie wyrażone przesłanie „nie mów/nie rób tego – to boli“ może skłonić przeciwną stronę do przemyślenia swojego stanowiska i zmiany postępowania. Może, choć też nie zawsze. Zdarza się wprawdzie, że ktoś zawstydzi się i natychmiast przeprosi, jeśli nie zdawał sobie sprawy i nie miał intencji zranienia. Cześciej jednak spontanicznym odruchem bywa kwestionowanie odczuć i oburzenie, któremu towarzyszy lekceważenie dla słabości. To zupełnie tak, jakby uderzywszy czy zraniwszy kogoś zgłaszać pretensje o krwawienie i odczuwanie bólu. Taka reakcja, posiadając zresztą pewną logikę – sprawca bólu przecież nie czuje, choćby zakatowal ofiarę na śmierć – pokazuje rozmiary znieczulicy i stan wiedzy o uczuciowych zależnościach ludzi postrzegających się zwykle jako wrażliwych – niestety, tylko na własną krzywdę.

    Bardziej problem mobbingu wyjaśnia  jest to problem nieradzenia sobie z innością. Inność powoduje lęk i zachowania stadne. Bardzo mnie ciekawi mechanizm i metody przeciwdziałania. Jeśli takie istnieją, poza oczywistą ucieczką.

    Ja przyznam się osobiście nie miałam z tym wiele do czynienia. Trafił się czasem współpracownik-bully, ale dobry szef jest to w stanie załatwić. A do szefów raczej miałam szczęście. W porządnych firmach istnieją na to procedury, firma ma za dużo do stracenia przez złą dynamikę w grupach: cenny czas, talent, albo i reputację jeśli sprawa wyląduje w sądzie. W prasie jest dużo takich historii, ale to raczej wynik transparentności, a nie tego że w Ameryce jest gorzej. Porównując do polskich historii, uważam że jest dużo lepiej. Dobry pracownik to atut a nie zagrożenie dla szefa. Wiele racji ma  że sporo tych lizusowskich zachowań wobec szefów bierze się ze źle zdefiniowanych wymagań i kwalifikacji. Jeśli praca wymaga konkretnych zdolności i pracownik je ma, to nie musi się nikomu podlizywać lub bać. Jeśli kryteria są uznaniowe, a człowiek jest zastępowalny, to robi co może żeby przetrwać.

    Włączając zachowania kobiet wobec męskich szefów i żeńskich małp wobec męskich małp, od czego zrobiło mi się lekko niedobrze

     z tekstu wynika, że utożsamiasz „rozwój duchowy” – który przeciwstawiasz „rozwojowi umysłu” – z próbą obiektywnej oceny człowieka, która to obiektywna ocena jest moim zdaniem jak najbardziej funkcją rozwoju umysłowego. A zatem „rozwój duchowy” o którym piszesz nadal pozostaje niezdefiniowany. Czy mogłabyś sprecyzować, co rozumiesz przez „rozwój duchowy”?


    votre commentaire
  • W PRLu nie było nic do kupienia. Nie było nic do kupienia tylko podczas festiwalu „solidarnościowych” strajków z początku lat 1980. i okresu późniejszej blokady ekonomicznej ze strony Zachodu, które zniszczyły wówczas polską gospodarkę i zdestabilizowały polskie społeczeństwo.

    Państwo jest z reguły najlepszym pracodawca, jako że przestrzega prawa i  nie zalega z wypłatami.

    Znalezione obrazy dla zapytania kanalizacja deszczowa

    Przecież bardzo dużo prywatnych firm działa źle – moim zdaniem olbrzymia ich większość (jakieś 90% z sektora MŚP, jako że ich właściciele po prostu nie mają kwalifikacji aby nimi zarządzać a nie stać ich jest na zawodowych menedżerów). Firmy nie dzielą się bowiem na państwowe i prywatne a tylko na dobrze i źle zarządzane. Poza tym, to jaka jest granica między firmą państwową a prywatną? Wiele razy już pisałem, że znaczna ilość amerykańskich przedsiębiorstw jest de facto państwowa. Są to takie wielkie firmy jak na przykład Boeing, General Dynamics, Intel, Lockheed Martin, Northrop Grumman czy Raytheon, których albo głównym odbiorcą jest rząd USA albo też rząd USA finansuje większość prac badawczo-rozwojowych tych przedsiębiorstw, a w ich radach nadzorczych zasiadają z reguły abo emerytowani wojskowi wysokiej rangi, albo też emerytowani wysocy urzędnicy państwowi.

    Jaki powinien być udział własności państwowej i prywatnej, to od dawna wiadomo, że państwo powinno mieć pełną kontrolę nad infrastrukturą, czyli nie tylko nad drogami, kolejami, lotniskami, portami oraz kanałami, ale także nad infrastrukturą telekomunikacyjną, szkolnictwem i ochroną zdrowia oraz kontrolować największe przedsiębiorstwa, które przecież nawet jeśli są formalnie prywatne, to nie mają one dziś konkretnego właściciela, a więc kontrolę nad nimi sprawuje z reguły ich dyrekcja, jako że właściciele akcji tych spółek są zbyt rozproszeni, a tym samym nie są oni w stanie kontrolować przedsiębiorstw (spółek), których są oni formalnymi właścicielami. Sporo pisał na ten temat nieżyjący już niestety J.K.. Galbraith, i do jego dzieł odsyłam tu ciebie.

    Bez własnej silnej państwowości, bez sektora strategicznych firm państwowych, a więc bez własnej myśli technicznej i bez własnej nauki, które z definicji muszą być wspomagane przez państwo (jako że prywatny sektor inwestuje tylko w doraźne zyski) to każdy kraj, nie tylko Polska, skazany jest na klęskę: najpierw gospodarczą, a później w innych www  wymiarach.

    Sukces Korei Południowej polega zaś głównie na tym, że jest ona dotowana od lat przez USA, jako „okno wystawowe” Zachodu w swym regionie. Poza tym, to skąd bierzesz te dane o tym, ze Koreańczycy z południa są wyżsi o dokładnie 10 cm od tych z północy? Odkąd to zresztą wzrost jest miernikiem zdrowia? Podaję więc oczekiwaną długość życia według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)

    Korea Płd. 82.3 (K 85.5 M 78.8)

    Korea Płn. 70.6 (K 74.0 M 67.0)

    Dla porównania:

    USA 79.3 (K 81.6 M76.9)

    Kuba 79.1 ( K 81.6 M 76.9)

    Polska 77.5 (K 81.3 M 73.6)

    Jak widać, to ta podobno biedna, komunistyczna Kuba ma taką samą oczekiwana długość życia jak podobno bogate, kapitalistyczne USA.

    W Korei Południowej de facto gwarantują pracę każdemu, jako że, jak to już pisałem, Korea Południowa jest „oknem wystawowym” Zachodu w swoim regionie. Gwarantują oni więc tam pracę każdemu, tak jak to było kiedyś w Niemczech Zachodnich” (NRF) przed upadkiem NRD. Do tego czasu w NRF nie było praktycznie bezrobocia, ale po upadku NRD tylko przy pomocy sztuczek statystycznych udaje się władzom utrzymać bezrobocie w Niemczech na poziomie nieco tylko poniżej 10% siły roboczej. Proszę popatrzeć na statyki bezrobocia.Ile razy mam ci jeszcze powtarzać, że Korea Północna od dawna jest państwem (neo)feudalnym, z dziedzicznym tronem dynastii Kimów i z ideologią nie marksistowską, a samowystarczalności (dżucze) oraz kultem „wiecznie żyjącego” prezydenta (de facto króla albo nawet cesarza) Kim Ir Sena? Nie uprawiaj więc taniej demagogii.


    votre commentaire
  • Wszyscy mieli gwarantowana prace tylko ze nie bylo nic do kupienia.

    Panstwo jest najgorszym pracodawca jaki moze byc. Prosze mi pokazac jakiekolwiek przedsiebiorstwo panstwowe ktore osiaga dobre wyniki finansowe. Te wszystkie Orleny, KGHMy i inne panstwowe firmy maja za zadanie dawac posady rzadzacej partii a nie pracowac wydajnie. Co trzyma Polske we wzroscie to gospodarka prywatna. Jesli dodamy jeszcze panskie mzonki i polska ekonomia kompletnie sie wylozy. Zastanawiam sie czy mial pan kiedykolwiek jakies kursy ekonomii, jesli tak to chyba byly kursy ekonomii marksistowskiej. Radze jechac do Korei Polnocnej, tam napewno gwarantuja prace kazdemu. Po pobycie w Korei Polnocnej dobrze by bylo pojechac do Korei Poludniowej gdzie nie gwarantuja nikomu pracy i mysle ze wedlug pana Korea Polnocna jest lepsza bo gwarantuje prace kazdemu a to ze ludzie w Korei Polnocnej sa juz o 10 cm nizsi niz w Poludniowej Korei to nie ma znaczenia bo przeciez maja gwarantowana prace. Ludzie będą zarabiać tyle, aby byli zdolni do wykupienia tego wszystkiego co wytworzą.

    No bo kto będzie konsumował te wszystkie produkty jeśli nie dostaną pieniędzy na ich kupno lub ich podział będzie tak zróżnicowany , iż jeden dostanie 1000 razy więcej niż fizycznie jest w stanie skonsumować a 1000 innych zaledwie na 50% tego co potrzebuje.

    Płaca ludzi to popyt zatem jaki jest sens wytwarzać więcej niż są oni w stanie kopic.

    Jakiż jest tez sens, by nieliczni otrzymywali więcej niż są w stanie wydrukować ?

    Na problem trzeba patrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa. Dlaczego w kapitalizmie rynkowym ludzie nie mają pracy? Skąd się bierze w kapitalizmie rynkowym bezrobocie? Wyjaśniałem już na tym blogu, że bezrobotni potrzebni są w kapitalizmie do tego, aby byli oni „biczem” na pracowników zatrudnionych, aby w ten sposób kontrolować poziom płac realnych, nie dopuszczając tym samym aby one wzrosły, a więc aby zmalały tym samym zyski kapitalistów.

    Wyjaśnił to już zresztą dawno twemu, w latach 1940., Michał Kalecki pokazując w eseju „Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia”, że w interesie prywatnych pracodawców jest istnienie bezrobocia, aby w ten sposób mieć dostęp do tzw. rezerwowej armii bezrobotnych, czyli zasobu siły roboczej, gotowej do podjęcia jakiejkolwiek pracy (patrz wpis Gospodarza blogu). Kalecki pokazał także że państwo powinno więc konkurować na rynku pracy z pracodawcami prywatnymi, jako że prywatny biznes jest z defincji zainteresowany istnieniem bezrobocia a więc rynek pracy pozostawiony samemu sobie będzie zawsze rynkiem z nadwyżką podaży nad popytem, czyli rynkiem w stanie permanentnej nierównowagi. Oczywiście, prywatny biznes bardzo się jednak boi takiej interwencji państwa, a więc robi on wszystko, aby jej zapobiec, na przykład przekonując, przy pomocy także takich usłużnych idiotów jak ty i przez kontrolowane przez siebie opiniotwórcze media, że państwo powinno trzymać się od gospodarki z daleka.

    Poza tym, to ponieważ postęp techniczny jest pracooszczędny, a więc „zjada” on kolejne miejsca pracy. Innymi słowy: pracooszczędny ze swej natury postęp technologiczny powoduje, że niedługo już pracy dla ludzi nie będzie, jako że na skutek automatyzacji, w tym szczególnie robotyzacji i komputeryzacji oraz postępów w doskonaleniu sztucznej inteligencji (AI) maszyny przejmą niebawem praktycznie wszystkie produktywne prace, w tym też umysłowe, i to nawet twórcze.

    Pamiętajmy też, o tym, że kapitalizm generuje bezrobocie przy okazji generowania kryzysów nadprodukcji i  część tego bezrobocia „cyklicznego” („koniunkturalnego”) zawsze pozostaje (ekonomiści nazywają to, przez analogię ze zjawiskiem fizycznym, „histerezą”), a więc bezrobocie w kapitalizmie rynkowym istnieje nawet podczas fazy prosperity (dobrej koniunktury) jako że spora część miejsc pracy utraconych podczas recesji zastępowana jest maszynami, a czego dowodzą także statystyki bezrobocia.

    Podobny obraz

    Poza tym, to w interesie pojedynczego kapitalisty leży obniżka płac która przecież obniża koszta produkcji i tym samym zwiększa zysk na poziomie pojedynczej firmy, ale nie generuje przecież ta obniżka płac popytu na wytworzone dobra, a tylko go zmniejsza, a więc to, co pozornie jest dobre dla firmy, jest jednak w skali całej gospodarki źródłem kryzysu nadprodukcji room escape – na rynku pojawia się coraz więcej towarów, ale coraz mniej ludzi jest na nie stać, jako że rośnie bezrobocie i spadają zarobki pracowników, a więc spada także i siła nabywcza konsumentów. Tak więc innowacyjny i pozornie rozgarnięty przedsiębiorca jest de facto generatorem kryzysu nadprodukcji, który ostatecznie doprowadzi do upadku kapitalizmu. Jest on więc bohaterem, jako że, choć nieświadomie i wbrew swoim intencjom, jego działanie prowadzi do zniszczenia kapitalizmu od wewnątrz.


    votre commentaire


    Suivre le flux RSS des articles de cette rubrique
    Suivre le flux RSS des commentaires de cette rubrique